Witam Was Kochani w Roku!  Jak go rozpoczęliście? Jak tam stan noworocznych postanowień? Taki sam zestaw co w poprzednim? 

 

Przemawia przeze mnie sarkazm w tym temacie, ponieważ sama co roku miałam jakieś postanowienia. Zazwyczaj prawie takie same. Snułam wizje, co to ja nie zrobię i nie zmienię. Szczerze podziwiam tych, którym udaje się wytrwać w tych postanowieniach dłużej niż przez pierwszy tydzień stycznia.  Moje mniej więcej po takim okresie, zazwyczaj zaczynały porastać kurzem.

 

W tym roku także mam wiele marzeń. Uważam, że ich nigdy nie jest za wiele. Ale postanowienie mam w sumie jedno – być dobrą dla siebie.

Brzmi absurdalnie? Możliwe. Ale wiem, że bez tego okrutnie ciężko cokolwiek osiągnąć.

Zazwyczaj spycham siebie na dalszy plan. To czego potrzebuję, co powinnam dla siebie zrobić.  Wciąż do bólu krytykuję samą siebie, biczuję i stawiam w najgorszym świetle.  W tym roku chcę o siebie zadbać.

 

Przede wszystkim chcę zatroszczyć się o swoją sprawność. Przez ostatnie lata bardzo mocno zaniedbałam ten temat. Przez brak czasu, możliwości, ważniejsze sprawy i milion innych wymówek.  Zaczęłam już dość mocno odczuwać to zaniedbanie, a to bardzo zły znak. O wiele gorzej chodzę, łatwiej się przewracam, cholernie szybko się męczę. Problemem stają się dla mnie czynności, z którymi nigdy nie miałam większych trudności.

Czas powiedzieć sobie : „Rusz w końcu tyłek, zanim będzie za późno!”

 

Przydałby mi się jeszcze porządny kopniak. Próbowałam, ale ponieważ wymierzyć go sobie samemu jest dosyć trudno, wyręczył mnie w tym mój organizm pod koniec roku – bardzo dosadnie. 

Tak więc, już bez wymówek – w tym roku biorę się za siebie. Zarówno za sferę fizyczną jak i społeczną, oraz zawodową. A co!  Chcę o siebie zawalczyć! I tym razem wierzę, że na „chceniu” się nie skończy.  Tym bardziej, że Wam o tym powiedziałam  No i w tym roku kończę trzydzieści lat. (Łoooo Matko!  )

 

Chciałabym dziś podzielić się z Wami dość istotnym dla mnie tematem. W zasadzie bardzo łączy się on z moim postanowieniem.

Każdy z nas jest tak samo pełnowartościowym człowiekiem. Każdy ma swoje życie. Każde życie obfituje w wiele zdarzeń. Tych pełnych euforii, szczęścia, ale i tych przykrych, bolesnych. Doświadczamy przeróżnych stanów emocjonalnych.

Jak wielu nas jest na świecie – tak wiele jest sposobów przeżywania emocji.

 

Strasznie nie lubię jak ludzie próbują nam powiedzieć co jest dla nas istotne, a co nie. Jak powinniśmy patrzeć na otaczający nas świat. Na co powinniśmy emocjonalnie reagować, a co nie powinno nas obchodzić. Gdzie wypada się uśmiechnąć, a gdzie płacz jest nie na miejscu. Kiedy wolno nam się wygłupić, a kiedy każda wpadka jest niczym koniec świata. W którym momencie możemy, głośno powiedzieć co myślimy, a w którym mamy zachować własne myśli dla siebie. A najlepiej jeszcze – jak mamy myśleć …

No kurde!

 

To moje życie! Ja decyduję o tym co myślę, jak i kiedy dany problem mnie dotyka.  Nie potrzebuję do tego życiowych kierowników.

Ostatnia jestem od oceniania wagi cudzego problemu. Każdy z nas ma inną skalę wartości problemów, inny punkt widzenia, a przede wszystkim każdy z nas jest inny! Dla jednego wielkim zmartwieniem będzie rysa na samochodzie, a drugiego nawet to nie ruszy. Jeden uroni kilka łez przy oblanym egzaminie na studia, a drugi wyleje wiadro łez przez zniszczoną ulubioną parę butów.

 

„To przecież śmieszne. Co on wie o problemach, bez przerwy marudzi bez powodu. Gdyby przeżył to co ja, albo gdyby dowiedział się o śmiertelnej chorobie, lub zaznał ubóstwa to dopiero zrozumiałby co to znaczy  prawdziwa tragedia.”

Mnóstwo osób ma tendencje  tak mówić, prawda? Tak strasznie łatwo jest kategoryzować, oceniać, krytykować, bez najmniejszego zastanowienia. A  nie przyjdzie im do głowy, że ten ktoś inaczej na to patrzy, ma inne doświadczenia, jest w innym momencie życia, inne wartości. On ma do tego prawo! Bez względu na wszystko. I nic im do tego.

 

Tak strasznie mnie drażni ta ludzka przypadłość. Wszechwiedza. Wieczne umniejszanie problemów czy osiągnięć innych.  Ciągłe krytykowanie, ocenianie. Próbowanie zarządzania cudzymi emocjami czy zachowaniami.

 

„Nie płacz, to nie jest powód do płaczu.”

„Przestań się użalać, popatrz tamten ma o wiele gorzej i nie marudzi.”

„Ogarnij się, zachowujesz się jak dziecko.”

„Przestań się wydurniać,  co inni pomyślą.”

„Weź się w garść, przeżywasz jak mrówka okres.”

I miliony innych okrutnych komunikatów. Ugh! Mam na to dosłownie uczulenie.

 

A najgorsze jest to, że wpajają nam to do głów od dziecka. Tak jesteśmy wychowywani. Według schematów, idiotycznych zasad i przekonań. Dziecko nie może popłakać się, ponieważ  przewróciło się i podarło rysunek, czy dlatego, że boi się muchy na ścianie. To nie są powody do płaczu, to nie tragedia.

A kto tak powiedział? Kto ustala co jest powodem do smutku, a co nie? Istnieje jakiś regulamin wartościowania problemów?

 

Dla tego dziecka, w tej chwili to jest swojego rodzaju tragedia. Po prostu. Pozwólmy mu ją przeżyć, bądźmy przy nim, a nie krytykujmy za to.

Dokładnie to samo dotyczy życia dorosłego. W danej chwili, sytuacja jest dla nas bardzo zła lub bardzo dobra. Tylko i wyłącznie do nas samych należy jej ocena.  Mam potrzebę rozpłakać się nad stłuczonym kubkiem, to sobie kurde popłaczę – mam taki dzień i mam takie prawo. Innego dnia będę miała ochotę krzyczeć jak wariatka ze szczęścia, że pokonałam głupi krawężnik, który do tej pory mi się stawiał – też mogę.

 

Każdy człowiek ma swoją hierarchię wartości oraz swoją skalę wagi sytuacji, czy emocji. Przestańmy ludziom umniejszać ich własne przeżycia oraz porównywać je do innych. Sami nie chcemy, tego doświadczać, więc nie róbmy tego bliskim!

 

Nie jestem oczywiście święta, sama czasem łapię się na tym, że próbuję oceniać i kategoryzować przeżycia chociażby moich dzieci. Często drażni mnie, że mój syn potrafi rozpaczać nad kompletną błahostką. Czasem powiem mu o  dwa słowa za dużo.  Zawsze tego żałuję. Ponieważ wiem, że to nic dobrego nie daje. On taki jest, nie mogę go zmienić i też nie chcę. Krytykowaniem tego typu zachowań pokaże mu jedynie, że go nie rozumiem i nie chcę pomóc, gdy ma problem. Że nie traktuję jego problemów poważnie.

 

Dla mnie mogą być śmieszne, ale dla niego są ważne. I najlepsze co mogę dla niego zrobić to dać mu wsparcie. Pokazać, że nie jest w tej sytuacji sam. Dać mu znać, że jaki by ten problem nie był, to dla mnie także jest istotny. Z tym właśnie wyrośnie na człowieka z silnym poczuciem własnej wartości.

Tak Kochani, tak to się zaczyna. Jeśli rośniemy z poczuciem braku zrozumienia, a bliscy wciąż umniejszają nasze przeżycia – to sami zaczniemy wątpić we własną wartość.

 

Nie musimy wszystkich rozumieć. Sama nie jestem ideałem w kontaktach z innymi.  Nie musimy płakać razem z bliskim nad rozlanym mlekiem, gdy dla nas to „pryszcz”, a nie tragedia.  Możemy sobie myśleć, że to „pryszcz”, ale nie zabraniajmy komuś przeżyć tej katastrofy. Po prostu bądźmy. Po prostu przytulmy, a potem pomóżmy zetrzeć to wylane mleko, lub zostawmy, gdy będzie tego chciała.

Tylko tyle i aż tyle.

 

Zastanówcie się co potrzebujecie, gdy jest Wam źle. Usłyszeć, że się użalacie? Że to przecież głupota, a nie powód do smutku? Czy raczej oparcia w kimś? No właśnie…

Na zakończenie jeszcze kilka słów o mnie.

Jestem człowiekiem strasznie emocjonalnym. Wszystko przeżywam mocno. Często zbyt mocno. Wiem o tym. Usilnie staram samą siebie przekonać, że to nie jest złe. Że po prostu taka jestem.

 

Zakładając tego bloga, jednym z głównych celi, jaki mi przyświecał było pokazanie, że niepełnosprawność nie gryzie. Samej sobie także. Ten blog jest dla mnie swoje rodzaju terapią. Łącznikiem między moimi przeżyciami a Waszymi. Chcę się z Wami dzielić cząstką tego co czuję i myślę. Zarówno tymi dobrymi chwilami jak i złymi. Gdy jest mi źle to trochę po marudzę. Bo tego potrzebuję. Marudząc, czy nawet trochę użalając się – nie uważam, że mam najgorzej na świecie. Jestem świadoma tego, że mnóstwo ludzi przeżywa w tym momencie o wiele gorsze chwile, znajdują się w gorszej sytuacji. Po prostu mam potrzebę chwilę po marudzić.

 

Zawsze doceniam to co w życiu mam. Przede wszystkim cudownego męża, wspaniałe dzieci – kochającą rodzinę. Cieszę się życiem. We wszystkim staram się znaleźć jakiekolwiek pozytywne aspekty. Mimo to czasem dopadają mnie durne myśli, gorsze momenty. I wtedy się „depresjonuję”. Zazwyczaj uzewnętrzniam ten smutek, bo tak mam. Lubię dzielić z kimś swoje emocje. Nigdy nie chciałam i nie będę chciała budować swojego wizerunku, czy wzbudzać sympatię poprzez użalanie się nad sobą.

 

Przepełniona euforią czy smutkiem, zawsze zamierzam być szczera i nie wstydzić się tego. Taki zawsze będzie ten blog. 

Chcę być sobą, akceptować zdanie innych, ale nie brać go za wszelką cenę do siebie. Nie podporządkowywać się pod innych, być asertywna. Przestać za wszystko przepraszać.  Nad tym nieustannie pracuję. 

 

Bądźmy, tacy jacy chcemy. Miejmy własny punkt widzenia i własne zdanie. Mówmy to, co czujemy, że chcemy powiedzieć. Postępujmy w zgodzie ze sobą. Miejmy własny styl. Własny sposób myślenia. Otaczajmy się ludźmi, przy których możemy być sobą. Którzy akceptują nas wraz z wachlarzem naszych wad i zalet. Bądźmy dobrzy dla samych siebie. I nie krzywdźmy innych.

Tego życzę sobie i Wam w tym 2020 Roku 

 

Być dla siebie dobrym

16 stycznia 2020

Ostatnie posty na blogu

WITAJ U ULI WUJCIÓW

BLOG

KONTAKT

FACEBOOK

POZNAJMY SIĘ

JAK POMAGAM

MENU
Copywright 2020 | Ula Wujciów
Designed by Loobinoo

Polityka prywatności